|
|
|
|
Dlaczego edukacja domowa - pastor Paweł Bartosik |
|
|
|
Na początku mojego wystąpienia chciałbym wyrazić swoje podziękowanie za zaproszenie i możliwość wystąpienia obok tak znakomitych osobistości jak prof. Maria Mendel i dr Marek Budajczak, których dorobek naukowy i praktyczny wkład w rozwoju polskiej pedagogiki jest nie do przecenienia.
Osobiście problematyką edukacji domowej zajmuję się z trzech perspektyw: Po pierwsze: Naukowej – pisząc doktorat na UG pt. „Edukacja domowa jako idea edukacyjna” Po drugie: duszpasterskiej jako pastor w kościele protestanckim. Po trzecie: rodzicielskiej jako ojciec 3 małych dzieci, z których najstarsze jest na progu rozpoczęcia formalnej edukacji.
Temat mojego wystąpienia brzmi: Dlaczego edukacja domowa?
Czyli innymi słowy: Jakie są przyczyny dla których rodzice decydują się na wzięcie całkowitej odpowiedzialności za edukowanie własnych dzieci w obrębie własnego domu? Oczywiście trudno będzie o generalizację w tej kwestii, niemniej jednak postaram się wymienić kilka najczęściej wymienianych przyczyn.
Na samym początku chciałbym zauważyć, że zwolennikom edukacji domowej w Polsce nie chodzi o to, żeby udowodnić, że szkoła jest zła. Chcą jedynie zwrócić uwagę na to, jak ważna jest wolność wyboru w podejmowaniu decyzji odnośnie do edukacji swojego dziecka. I o to tak naprawdę chodzi w całej dyskusji. Zanim więc przejdę do bardziej szczegółowych powodów chciałbym zasygnalizować, że punktem wyjścia dla dalszych wywodów jest założenie o prawie do edukacyjnej wolności, którą państwo czy konstytucja nie tyle powinny nadawać, ile raczej strzec. Mówię „strzec”, nie zaś „nadawać” ponieważ wolność jednostki do wychowania potomstwa zgodnie z własnym światopoglądem nie jest czymś nadanym przez jakiekolwiek uchwały międzynarodowe czy krajowe lecz jest naturalnym prawem każdego człowieka.
Szerokie prawo do edukacji domowej jest przejawem przekonania, że wolność lepiej służy edukacji niż przymus. Mocno ograniczone lub jak w niektórych krajach odebrane prawo do edukacji domowej to przejaw myślenia monistycznego, które wychodzi z założenia, że natura wszelkiego bytu jest jednorodna. Istnieje więc jeden cel i jeden sposób jego realizacji. Dlatego - wg tego podejścia - dążenie do innych celów lub zastosowanie innej metody jest złe lub co najmniej nieracjonalne.
Prof. Bogusław Śliwerski stwierdził, że „istotą tej formy edukacji jest poszanowanie naturalnych praw rodziców do właściwego zatroszczenia się o własne dzieci. Najważniejsze jest to, by dziecko mogło uzyskać wiedzę i umiejętności, dzięki którym będzie mogło kontynuować własną edukację w dowolnym czasie i w dowolnym typie instytucji edukacyjnych. To, kto się przyczyni do ich pozyskania musi być całkowicie pozostawione decyzyjności rodziców. To rodzice są pierwszymi i jedynymi naturalnymi „właścicielami” praw ich dziecka do rozwoju, w tym do jego jak najlepszej edukacji”.
Dr Justyn Piskorski z UAM zauważył, że „Coraz częściej formułowane są opinie, że prawo do wyboru formy edukacji jest odrębnym prawem człowieka. Ta sytuacja rodzi określone konsekwencje: państwo nie tylko nie posiada prawa ingerencji w zakres realizowanego nauczania, ale co więcej jest gwarantem tego, aby procesy takie przebiegały bez zakłóceń”. Zatem dyskusja o edukacji domowej to dyskusja nie tylko na temat tego JAK I CZEGO nauczać, czy powinien być scentralizowany system i program nauczania ustalony przez Państwo? ED jest również kwestią niezbywalnych praw człowieka, ludzkiej wolności, kompetencji państwa i tego KTO jest odpowiedzialny za edukację dzieci. Odpowiadając zatem na tytułowe pytanie mojego wystąpienia: „Dlaczego edukacja domowa?” odpowiem dwojako: - Ponieważ wolność lepiej służy edukacji niż przymus i - Ponieważ wolność jest podstawowym prawem i powołaniem każdego człowieka, których każdy rząd powinien strzec. Czyli decyzja rodziców o podjęciu edukacji domowej własnego dziecka wynika z ich przekonania o wolności i dalsze, szczegółowe motywacje tej decyzji są czynnikami wynikającymi z tego podstawowego założenia. Katalog powodów, dla których rodzice decydują się na edukację domową swoich dzieci, jest w zasadzie bardzo szeroki. Każda rodzina ma inną historię i nieco inne powody. Prawie zawsze decydujące jest po prostu to, że rodzice obserwując swoje dziecko dochodzą do wniosku, że system szkolnictwa masowego nie pozwoli rozwinąć mu skrzydeł, nie da mu tego, co najlepsze, a dziecko nie stanie się dzięki niemu dobrym, wykształconym, samorealizującym się człowiekiem.
Wymienię jednak 3 najistotniejsze moim zdaniem powody. Nazwałem je: Polityczne, ideologiczne (głównie motywacje religijno-filozoficzne), pedagogiczne. Motywacje i uzasadnienia :
Polityczne
Założenie jest następujące: to nie państwo lecz rodzice są
odpowiedzialni za edukację. Problemem jest nie tyle treść programu
szkolnego lecz samo założenie, że Państwo sprawuje kontrolę nad
edukacją dzieci wszystkich obywateli. Stąd powstają różne
stowarzyszenia dążące nie do likwidacji szkół lecz do uniezależnienia
edukacji od ideologii aktualnie rządzących elit politycznych. Jednym z
nich jest np. Alliance for the Separation of School and State. Państwo
– w opinii wielu homeschoolersów - powinno być przede wszystkim
instytucją ochronną, zaś rodzina instytucją opiekuńczą i wychowawczą.
Tymczasem w społeczeństwach kolektywistycznych daje się zauważyć silną
wiarę w Państwo, od którego oczekuje się rozwiązania problemów
(również edukacyjnych). To z kolei prowadzi do jego zaangażowania się w
sprawy, które znajdują się w sferze odpowiedzialności rodziny,
jednostek, prywatnych przedsiębiorstw, czy lokalnych społeczności".
Rodzina jest jednak wobec Państwa „instytucją” bardziej pierwotną i w
tym kontekście jego roszczenia do uzurpowania sobie prawa do ustalania
"zakresu władzy rodzicielskiej" są zawłaszczaniem praw przynależnych
rodzinie.
Coraz więcej obywateli, rodziców zauważa, że wszelkie próby
zmonopolizowania i ujednolicenia edukacji w państwie muszą prowadzić do
pogwałcenia racji jakiejś grupy. Jak zauważył Bogumił Jarmulak:
„historia zna przypadki, kiedy próbowano utrwalić jeden światopogląd w
społeczeństwie właśnie przy pomocy powszechnego (i czasami
obowiązkowego) systemu szkolnictwa. Do czasu wyglądało na to, że
wszystko idzie dobrze, aż któregoś dnia okazało się, że kontrolę nad
edukacją przejęli ludzie o poglądach odmiennych od tych, które
cechowały twórców systemu. Tak było np. w Nowej Anglii, gdzie wpierw
purytanie założyli powszechne szkoły utrzymywane za pieniądze
podatników. Później jednak znalazły się one w rękach unitarian i
deistów, a ich charakter zmienił się. Wtedy purytanie na własnej skórze
poznali „dobrodziejstwo” publicznej szkoły. Wielu protestantów w USA
nauczonych tym przykładem porzuciło plany standaryzacji procesu
nauczania, nawet jeśli akurat są grupą dominującą w społeczeństwie”.
Szczególnie nam, Polakom, nie trzeba tłumaczyć do czego może w
skrajnych przypadkach doprowadzić centralizacja i monopol na edukację.
Wyrazistym przykładem działania szkolnictwa publicznego wbrew woli
rodziców były próby rusyfikacji i germanizacji polskich dzieci
podczas zaborów państwa polskiego. Również socjalizm nie dopuszczał
do głosu innych wizji świata, w tym kształcenia i wychowania, niż te o
zabarwieniu marksistowskim. Podobnie hitlerowskie Niemcy nie
dopuszczały możliwości kształcenia dzieci poza systemem nakładając kary
na rodziny za praktykę homeschoolingu. Obecnie wciąż niektóre kraje w
tym m.in. Białoruś, Korea Północna, Libia oraz „wolnościowe i
demokratyczne” Niemcy za próbę podjęcia edukacji domowej nadal
odbierają rodzicom ich prawa rodzicielskie, a ich dzieci są kierowane
do rodzin zastępczych lub (w skrajnych przypadkach) zamykane w
zakładach psychiatrycznych.
W kwietniu br. głośno było o sytuacji niemieckiej rodziny Romeike,
która postanowiła uczyć dzieci w domu z powodu lansowanych w szkole
postaw i poglądów, które są im obce. Z tego powodu złożyli do gminy
wniosek o prawo do uczenia dzieci w domu. Skutek był taki, że nałożono
na nich grzywnę 7500 euro za absencję każdego z dzieci na lekcjach.
Państwo Romeike postanowili opuścić kraj i wyruszyli do Stanów
Zjednoczonych. Obecnie ubiegają się o azyl polityczny w USA, ponieważ
obawiają się, że mogą zostać zmuszeni do powrotu do Niemiec gdzie za
homeschooling mogą pójść do więzienia, państwo zaś dzieci przekierowane
będą do rodzin zastępczych.
Najistotniejszy dla tematu mojego referatu jest jednak komentarz do
powyższej sytuacji konsula generalnego Lutza Gorgensa, który
stwierdził– „Z przyczyn wynikających z naszej historii i wiary w to, że
jedynie szkoły pozwalają na osiągnięcie odpowiedniego poziomu edukacji,
Niemcy idą nieco dalej niż państwa, które także wybrały tę drogę.
Zresztą gdyby poddać kwestię pod głosowanie to jestem pewien, że
zdecydowana większość by poparła obowiązek posyłania dzieci do szkoły.
Co nie znaczy, że każdy rodzic będzie z tego zadowolony”.
Czyli „wolnościowe i demokratyczne” podejście polega na tym, że
większość głosuje w jaki sposób mniejszość powinna edukować swoje
dzieci.
Proszę Państwa. Kształt systemu szkolnictwa, sposób finansowania,
ogólne cele i wizje programowe edukacji są w przeważającym stopniu
decyzjami politycznymi, nie zaś pedagogicznymi. M. in. z tego powodu
wielu edukacyjnych działaczy, rodziców dąży do przełamania monopolu
edukacyjnego państwa argumentując, że monopol jest zły w każdym
systemie i należy szukać nowych możliwości i alternatyw. Wolność i
różnorodność lepiej służy edukacji niż przymus i jeden, odgórnie
narzucony program i sposób edukacji.
Ideologiczne (powody religijne, filozoficzne, światopoglądowe)
Nie istnieje coś takiego jak neutralność światopoglądowa w edukacji.
Edukacja nigdy nie pozostaje neutralna, posiada bowiem cel i środki
jego realizacji. Roger Scruton stwierdził, że istotą dyskusji o
edukacji jest to, „jakich wartości należy nauczać i jakimi metodami.”3
Nie można zatem mówić po prostu o edukacji. Zawsze mówimy o określonej
edukacji, która jest wyrazem określonego poglądu na świat, jak zauważył
to Gilbert Chesterton: „Każdy rodzaj edukacji prezentuje określoną
filozofię. Jeśli nie przez dogmat, to przez sugestię, implikację,
atmosferę.”4
Zatem nie ma ani neutralnej edukacji ani nagich faktów. Edukacja jest
przekazem ideologicznym, a fakty są zawsze ubrane. Różnorakie
podręczniki i poradniki wychowawcze nasiąknięte są światopoglądami,
które nie muszą być podzielane przez wszystkich rodziców. Szkoła czy
państwo prowokuje w ten sposób tzw. konflikt pokoleń pomiędzy
rodzicami o poglądach na przykład konserwatywnych, a ich liberalnie
edukowanymi dziećmi.
Jako przykład ideologicznej indoktrynacji już od samej zerówki niech
posłuży obecny podręcznik dla zerówek "Nasz klasa" firmowany przez
Ministerstwo Edukacji Narodowej. Czego ma się uczyć dziecko w zerówce?
Nie tylko czytać i liczyć, ale i kochać swój drugi dom. Co jest tym
„drugim domem” każdego polskiego zerówkowicza wg tego podręcznika? Na
to pytanie odpowiada wierszyk, którego dzieci są uczone recytować: "Do
Unii też należeć chcę, to drugi dom, więc cieszę się". Zaskoczona mama
jednej z dziewczynek usłyszała te słowa z ust córki na jednej ze
szkolnych akademii.
I nie chodzi o to, że ktoś nie ma prawa uważać UE za drugi dom.
Oczywiście każdy może uznać za drugi dom cokolwiek chce. Chodzi o to,
że tego typu miłość zaszczepia się dzieciom poza wiedzą rodziców nie
respektując ich światopoglądu i zdania na ten temat.
Rodzice decydując się na ED z powodów ideowych uważają, że istnieje
konflikt między treściami przekazywanymi w szkole, a tymi, które sami
wyznają. Nie chcą by dziecko żyło w dualistycznym świecie ucząc się
pewnego spojrzenia na świat w klasie szkolnej, a następnie będąc
edukacyjnie odkształcanym w domu.
Powód ideologiczny dotyczy głównie środowisk religijnych, w
szczególności, choć podkreślam - nie tylko, konserwatywnych
protestantów z USA. Wydaje się, że właśnie w szczególności dla
amerykańskiego społeczeństwa jest to istotna sprawa, ze względu na
przywiązanie wielu Amerykanów do wartości rodzinnych i religii. Wielu
socjologów opisujących zjawisko edukacji domowej uważa ją za sposób
odzyskania przez rodziców kontroli nad dziećmi a poprzez to wpływania
na kształt przyszłego pokolenia.
Mówiąc jednak o powodach religijnych należy wspomnieć, że nie chodzi tu
tylko o szkolny program nauczania gloryfikujący humanizm, ewolucjonizm,
praktyczny deizm czy relatywizm czyli ideologie obce konserwatywnemu
chrześcijaństwu.
Dla religijnego środowiska homeschoolersów jest to również kwestia
związana z pytaniem o kompetencje państwa. Mianowicie wielu
chrześcijańskich zwolenników edukacji domowej z powodów religijnych
wychodzi z przekonania, że Stary i Nowy Testament ustanawia 3
instytucje władzy: rodzina, kościół, państwo, którym z ramienia Stwórcy
nadane zostały określone zadania i kompetencje. Tam gdzie jedna z tych
instytucji zawłaszcza kompetencje którejś z pozostałych dwóch – tam
następuje degradacja i rozkład społeczeństwa. Z tego wynikał
protestancki postulat oddzielenia kościoła od państwa czyli aby kościół
nie ingerował w kompetencje państwa, ale i postulat by państwo nie
ingerowało w sprawy nadane z boskiego mandatu rodzinie. M.in. w
wychowanie i edukację. Oczywiście rodzice jeśli zechcą mogą korzystać z
różnorakich pomocy i form wsparcia, w tym państwa, kościoła,
organizacji pozarządowych. Ich rola jest jednak służebna i pomocnicza
zaś stopień zaangażowania powinien być określony przez ustalenia
rodzicielskie.
Pedagogiczne
1. Edukacja domowa jest skuteczną formą nauczania. Co pokazuje wiele
badań przeprowadzonych szczególnie na gruncie amerykańskim. Z tego
powodu rodzice chcą, by dziecko lepiej i szybciej niż w szkole
zdobywało odpowiednią wiedzę.
Tajne komplety podczas II wojny światowej świadczą o tym że Edukacja
domowa dobrze funkcjonuje w sytuacjach gdy szkoły publiczne nie są w
stanie spełniać swojej roli.
2. Edukacja domowa pozwala na nieosiągalną w tradycyjnej szkole
indywidualizację nauczania pod kątem możliwości intelektualnych,
zainteresowań, temperamentu dziecka, etc. W przeciwieństwie do tego
praca w szkole oparta jest na podziale na lekcje i przerwy. Jak
zauważył dr Budajczak - przedmioty nauczane na kolejnych lekcjach nie
mają związku ani ze sobą nawzajem, ani z praktycznym życiem. W szkole
właściwą władzę sprawuje „dzwonek” - on sprawia, że dzieci są w stanie
przerwać najbardziej interesujące zajęcia. To wypacza charakter dzieci,
które zamiast uczyć się wytrwałości w pracy, uczą się jak od niej
uciekać. Dzieci są zmuszane do tego, by w tym samym czasie przyswoić
ten sam materiał niezależnie od ich możliwości, płci, zainteresowań.
Ta indywidualizacja nauczania w ED sprawia, że dziecko jest uczone
kreatywności. Trudne pytania, dziecięca ciekawość, pomysłowość w
rozwiązywaniu problemu nie są traktowane jako burzące zaplanowany
program lekcji. W szkole dziecko ma za zadanie najczęściej sprawnie
odtwarzać informacje podawane przez nauczyciela (wiedza ilościowa).
Niszczony jest indywidualizm i kreatywność.
Rozwijając tę myśl przywołam francuskiego filozofa i socjologa Pierre
Bourdieu, który myślę, że celnie zauważył, że funkcją szkoły w obecnym
kształcie jest reprodukcja dominującej ideologii, czy też przekazanie
umiejętności koniecznych do reprodukcji społecznego podziału pracy.
Szkoła jest więc nie tyle nastawiona na zmianę, kształtowanie jednostek
zdolnych do wpływania na kulturę lecz ukierunkowana do „urabiania”
jednostek jak najbardziej przystosowanych do schematów i sposobów
myślenia czy raczej niemyślenia dominujących ideologii. Szkoła
„produkuje” żołnierzy, naukowców i - przede wszystkim - pracowników. W
szkole dziecko uczy się, że błędy są niedobre, jest karane za
popełnianie ich (mimo iż człowiek uczy się m.in. poprzez błędy).
4. Daje rodzicom pełną kontrolę nad procesem edukacji i aktywizuje ich
do samorozwoju, wzmaga ich poczucie odpowiedzialności za dzieci.
Pogłębia również więź między rodzicami, a dziećmi.
6. Szkoła jest często miejscem patologii, dyskryminacji i okrucieństwa dzieci wobec siebie nawzajem.
Co ciekawe wielu rodziców wcale nie myślało o edukacji domowej, dopóki
ich dzieci nie poszły do szkoły. Po kilku miesiącach lub latach
urzeczywistniał się jeden z poniższych scenariuszy:
(a) szkoła nie radziła sobie z ich nauką i dziecko zaczynało mieć
ewidentne problemy z czytaniem., pisaniem, liczeniem i innymi
podstawowymi umiejętnościami,
(b) dzieci, które do tej pory były inteligentne, żywe, ciekawe świata,
zainteresowane tysiącem rzeczy, stawały się przygaszone, znudzone,
niczym nie zainteresowane, a ich ciekawość świata i otwartość na wiedzę
spadała do nieomal zera,
(c) wrażliwe lub słabsze dzieci zaczynały być prześladowane przez kolegów, a szkoła nie była w stanie nic w tej sprawie zrobić,
(d) inteligentne dzieci same przychodziły do swoich rodziców mówiąc, że
nie chcą już chodzić do szkoły, bo nie uczą się w niej niczego nowego,
a mimo to zmuszone są odsiadywać swoje przez kilka godzin dziennie,
(e) dzieci zaczynały przynosić ze szkoły najgorsze wzorce i zachowywać się w niedopuszczalny sposób,
(f) rodzice zaczynali zauważać, jak bardzo obowiązki szkolne rozbijają
życie rodzinne, spychają na margines wartości uznawane w rodzinie za
istotne, izolują członków rodziny od siebie i zastępują rzeczy uznawane
w rodzinie za naprawdę ważne na takie, których rodzina nie uznaje za
istotne.
Dlatego decydowali się na edukację domową.
Zakończenie
Chciałbym zakończyć tezą, że jednym ze sposobów wzmocnienia
społeczeństwa, poczucia obywatelskiej i rodzicielskiej
odpowiedzialności oraz rozwoju przedsiębiorczości jest powierzenie
rodzicom wolności do pełnej odpowiedzialności za edukację przyszłych
pokoleń. To z pewnością osłabi polityczne zapędy najróżniejszych
środowisk, ale z drugiej strony:
- zwiększy zakres wolności jednostki i rodziny,
- zachęci do zwiększenia inicjatyw obywatelskich,
- zachęci do poszukiwania nowych, twórczych dróg i możliwości kształcenia.
Przede wszystkim będzie wyrazem pełnego poszanowania praw rodziców w
tej dziedzinie, np. przez dopuszczenie edukacji domowej jako
równouprawnionej alternatywy dla obowiązku szkolnego. |
|
|
|
|
Gościmy |
|
Odwiedza nas 18 gości |
|
|